Czteriksy – „Australia” Pratchetta

POWIEDZ MI, CO WIESZ O TYM MIEJSCU.
Śmierć stuknął palcem w czerwony kontynent. Jego kamerdyner przyjrzał się uważnie.
– Ach, tam… – mruknął. – Terror Incognita, tak je nazywaliśmy, kiedy jeszcze żyłem, panie. Osobiście nigdy tam nie byłem. To przez te prądy, panie. Wielu nieszczęsnych żeglarzy zostało rzuconych na ten groźny brzeg, choć powinni być zmyci poza Krawędź. Pewnie tego pożałowali. Suchy jak u posągu… bardzo suchy, panie. I gorętszy niż u demona… bardzo gorący, panie. Ale przecież na pewno tam byłeś? OCZYWIŚCIE. TYLE ŻE WIESZ, JAK TO JEST, KIEDY PODRÓŻUJE SIĘ SŁUŻBOWO I NIE MA KIEDY ROZEJRZEĆ SIĘ PO OKOLICY.
Śmierć wskazał wielką spiralę chmur – wirowała powoli nad kontynentem, jak szakal czujnie okrąża konającego lwa, który wygląda na zdechłego, ale może być jeszcze zdolny do ostatniego kłapnięcia. BARDZO DZIWNE, ocenił. STAŁY ANTYCYKLON, A WEWNĄTRZ NIEGO ROZLEGŁY I SPOKOJNY LĄD, KTÓRY NIGDY NIE OGLĄDA BURZY. I NIGDY NIE SPADA TAM NAWET KROPLA DESZCZU.
– Czyli dobre miejsce na wakacje.
CHODŹ ZE MNĄ.
Obaj przeszli do wielkiej biblioteki Śmierci; Śmierć Szczurów dreptał za nimi.
Były tu chmury – w górze, pod sufitem.
Śmierć wyciągnął rękę.
CHCĘ KSIĄŻKĘ O NIEBEZPIECZNYCH STWORZENIACH CZTERIKSÓW…
Albert zerknął w górę i zanurkował, szukają osłony. Skończyło się na lekkich potłuczeniach, ponieważ miał dość rozsądku, by zwinąć się w kłębek.
Po chwili Śmierć się odezwał nieco przytłumionym głosem.
ALBERCIE, BĘDĘ NIEZMIERNIE WDZIĘCZNY, JEŚLI MI TUTAJ POMOŻESZ.
Albert wstał z trudem i szarpnął za wielkie tomy. W końcu udało mu się przesunąć je tak, że jego pan wydostał się na wolność.
Śmierć wybrał pierwszą z brzegu księgę i spojrzał na tytuł.
NIEBEZPIECZNE SSAKI, GADY, PŁAZY, PTAKI, RYBY, MEDUZY, OWADY, PAJĄKI, SKORUPIAKI, TRAWY, DRZEWA, MCHY I POROSTY TERRORU INCOGNITA, przeczytał. Jego spojrzenie przesunęło się wzdłuż grzbietu. TOM 29C, dodał. O, część trzecia, jak widzę.
Popatrzył na słuchające półki.
Może byłoby łatwiej, gdybym poprosił o listę nieszkodliwych sTworzeń wspomnianego kontynentu?
Czekali.
WYDAJE SIĘ, ŻE…
Albert wskazał coś białego spływającego leniwie w powietrzu. Po chwili Śmierć wyciągnął rękę i chwycił pojedynczą kartkę papieru.
Przeczytał ją starannie, po czym odwrócił na chwilę, by sprawdzić, czy może coś jest napisane po drugiej stronie.
– Mogę? – spytał Albert.
Śmierć podał mu papier.
– ‚Niektóre owce’ – przeczytał głośno Albert. – No tak. Może tydzień nad morzem będzie jednak lepszy.
Co za intrygujące miejsce, stwierdził Śmierć. Osiodłaj konia, Albercie. Mam pewność, że będę potrzebny.
Pip, wtrącił Śmierć Szczurów.
Słucham?
– Powiedział „Nie ma zmartwienia”, panie – wyjaśnił Albert.
Nie mam pojęcia dlaczego.

Terry Pratchett, Ostatni kontynent (The Last Continent), 22 tom z serii Świat Dysku