A może… śmigownica?

Kolejny głos w dyskusji dotyczącej nazewnictwa broni maszynowej. Tym razem na łamach „Przeglądu Piechoty” (1928 r., s. 105-110) wypowiedział się kpt. S.G. Antoni Ślósarczyk. Z obszernego artykułu wybrałem najważniejsze fragmenty.

(…) cechą nazw i pojęć wojskowych oprócz jasności musi być także zwięzłość, a ogromne znaczenie tej ostatniej dobrze oceni każdy, komu wypadło wydawać ustne rozkazy w bojowem rozgorączkowaniu, lub też chyłkiem i na gwałt pisać pilne meldunki. Każdy zbędny wyraz jest tu nie tylko niepotrzebny, ale wręcz szkodliwy.
Tymczasem nasze obecne nazwy broni samoczynnej są kłopotliwie rozwlekłe, a taki dowódca plutonu ciężkich karabinów maszynowych nosi tytuł więcej uroczysty, niżli np. minister spraw wojskowych.(…)
Z dawnego naszego arsenału wysuwano już dosyć dawno „samopał”, co jednak przebrzmiało bez echa wskutek braku zainteresowania czy też oficjalnego poparcia.
Tymczasem krótki ten wyraz jest etymologicznie bardzo odpowiednim dla karabinów maszynowych, ponieważ w swych zwartych trzech zgłoskach zawiera pojęcie broni palnej i jednocześnie samoczynnej.
Jednakowoż zwykłe zastąpienie nazwy „karabin maszynowy” przez nazwę „samopał”, chociażby stanowiło znaczny postęp pod względem krótkości, nie byłoby jeszcze rozwiązaniem zupełnem, ponieważ nie usuwa podwójności nazw przy odróżnianiu różnych typów karabinów maszynowych (n, p. ciężki samopał, lekki samopał). Lepiej będzie od razu innym wyrazem oznaczyć ciężki karabin maszynowy, a innym ręczny względnie lekki, zwłaszcza wobec coraz wyraźniejszego odgraniczania się tych dwóch zasadniczych typów broni, tak pod względem technicznym, jak i taktycznym. Nazwę „samopały” można by natomiast zastosować bardzo trafnie dla ogólnego oznaczenia broni samoczynnej bez rozróżniania jej odmian. Chodzi więc jeszcze o znalezienie ponadto dwu innych wyrazów.
(…) proponuję śmigownicę wybrać dla ciężkich karabinów maszynowych, dla ręcznych zaś wraz z lekkiemi — rusznicę. Można być zwolennikiem takich nazw już choćby z racji ich dźwięcznego, a dobitnego i swojskiego brzmienia; ażeby się jednak nie wydawały zbyt naciągniętemi, zobaczmy jeszcze, czy i w takim stopniu odpowiadają nam one pod względem swego znaczenia.
Cóż-to zwali przodkowie nasi śmigownicami względnie rusznicami? Otóż śmigownice były czymś pośredniem między działem, a muszkietem; znawcy dawnej broni określają je, jako bardzo lekkie działa, przewożone po sześć sztuk na wozie, a obsługiwane każda tylko przez jednego puszkarza względnie, jako „długie strzelby na wozach, nabijane z tyłu”. A więc według utartych dzisiaj pojęć techniczno-taktycznych możnaby sprzęt tego rodzaju nazwać dosyć ściśle ciężką bronią piechoty.
(…) Ale teraz kolej na rusznicę. Była to ręczna broń palna, która z początkiem XVI wieku ostatecznie wyparła kuszę, a później sama ustąpiła udoskonalonej arkebuzie. W danym wypadku bardziej interesującą jest dla nas sama etymologia tej nazwy, która tak wygląda według słów Sarnickiego, pisanych około r. 1578; „Rusznica rzeczona jest od słowiańskiego, jakoby ręcznica enchiridion, t. j. z ręki ją można strzelać, kto jest umiejętny…”.
Wszak i my dzisiaj najlżejszą odmianę karabinów maszynowych nazwaliśmy ręcznymi, ponieważ z ręki zeń można strzelać bez ciężkiej i stałej podstawy. Czyż więc tej możności ręcznego posługiwania się taką bronią nie odda nam doskonale ten krótki wyraz o lackim dźwięku — rusznica?
Tak więc „mój system” gotów! Zasadniczą bronią piechoty są karabiny oraz samopały, w których rozróżniamy śmigownice i rusznice. Zamiast skomplikowanych i rozwlekłych określeń w rodzaju „kompanji ciężkich karabinów maszynowych”, mieć będziemy — „kompanję śmigownic”; zamiast kabalistycznego okrzyku „erkaemy naprzód”—powiemy poprostu „rusznice naprzód” i t. p., i t. p. Wogóle byłyby to nazwy krótkie, nie wywołujące żadnych wątpliwości co do przedmiotu, który mają oznaczać, a prócz tego polskie, mocno brzmiące i bez trudu przyswajalne każdemu szeregowcowi. Również potrzebne wyrazy pochodne (obsługa i t p.) dadzą się z nich dość łatwo wyprowadzić. (…)

Zachowano pisownię oryginału.

A może… mitraljeza?

W pierwszych latach funkcjonowania odrodzonego Wojska Polskiego jednym z problemów przed którym stanęli praktycy, teoretycy a nawet językoznawcy była standaryzacja słownictwa specjalistycznego. Tym razem (wcześniej prezentowałem propozycję M. Kukiela A może… samopały?) przedstawiam argumenty mjr. S.G. Romana Starzyńskiego opublikowane w 1928 r. na łamach Przeglądu Piechoty (1928 r., s. 133-135).

O nazwę karabina maszynowego

Wynalazca, który stworzy Jakiś nowy przedmiot, ma ten przywilej, że może nadać mu nazwę wedle swojego uznania. Jeżeli ten przedmiot rozpowszechni się w innych krajach, wtedy zwykle bądź przyjmuje się nazwę ustaloną w Jego ojczyźnie, bądź też urabia się ją zgodnie z duchem języka danego kraju.

My, szczególnie w dziedzinie wojskowości, przyjęliśmy tysiące wyrazów obcych, że wspomnę tylko sekcję, pluton, kompanię, batalion, dywizję, armię, fizyljerów, grenadjerów, reflektory, artylerję, inżynierję, radjotelegraf i t. d., spolszczając niektóre z nich jak czołg ― zamiast tanka, samolot ― zamiast aeroplanu, samochód ― zamiast automobilu, strzelców ― zamiast jägrów i t. p.

Jednakże z faktu, że nie na wszystkie wyrazy możemy znaleźć określenia polskie, nie wynika bynajmniej, aby bezkrytycznie przyjmować wyraz obcy i to w dodatku pochodzący nie z ojczyzny danego wynalazku, lecz żywcem wzięty od sąsiada, którego duch języka jest zupełnie sprzeczny z duchem języka polskiego.
A tak się stało, jeśli chodzi o nazwę karabina maszynowego. Jak wiadomo, ojczyzną karabina maszynowego jest Francja, gdzie zjawił się on w czasie wojny francusko-pruskiej i został nazwany mitraljezą (mitrailleuse). Z Francji przejęły go inne kraje, dostosowując jego nazwę do charakteru swego języka. A więc w Niemczech nazwano go karabinem maszynowym (Maschinengewehr), w Rosji ― kulomiotem (pulemiot) i t. p.

Kiedy tworzyło się wojsko polskie, nie było czasu na zastanawianie nad racjonalnością użycia tego, czy innego wyrazu; tłumaczono żywcem obce określenia i język nasz wojskowy aż się roił od różnych germanizmów i rusycyzmów: fasunków, menaży, autokolumn i t. p., które stopniowo wyparte zostały przez wyrazy polskie.

Dziś po dziesięciu latach istnienia wojska polskiego czas zastanowić się, czy słusznie utarł się i dotąd oficjalnie używany jest termin: karabin maszynowy. Wyraz ten, żywcem przetłumaczony z niemieckiego, przeszedł do polskiego słownictwa wojskowego, dzięki liczebnej przewadze byłych oficerów niemieckich i austryjackich, a zwłaszcza legjonowych, którzy się do tej nazwy przyzwyczaili i z armij zaborczych oraz formacyj ochotniczych wyraz ten wprowadzili do słownictwa naszego.

Obok jednak nazwy karabina maszynowego byli oficerowie rosyjscy początkowo używali nazwy „kulomiot”, byli oficerowie armji Hallera ― nazwy „mitraljeza”.

Dzięki poprostu przewadze liczebnej oficerów austryjacko-niemieckich i legjonowych utarła się nazwa ― karabinu maszynowego. Czy słusznie jednak?

Sądzę, że nie! Próbowano spolszczyć ten wyraz, wysuwano projekt nazwania karabina maszynowego ― samopałem. Nazwa ta nie przyjęła się, gdyż niezbyt była szczęśliwa. Ale czy dlatego mamy sankcjonować nazwę niemiecką, z duchem języka niezgodną, niepraktyczną, bo dwuwyrazową?

Dzięki temu, że karabin maszynowy, ma tak długą nazwę trzeba się było uciec do skrótu, powszechnie dziś używanego: k. m. do którego dorobiono następnie pochodne: r. k. m., l. k. m., c. k. m., k. k. m., k. c. k. m., i t. d. Czyż nie rażą ucha te brzydkie, okropne skróty, tak trudne do wymówienia, jak np. k. c. k. m. Przecież można znaleźć wyjście z tej sytuacji i, skoro używamy bez skrótów terminu ― kompanja strzelecka, wynaleźć wyraz jeden zamiast dwu; i w konsekwencji kompanję k. m. określać tą jedną nazwą.
Najlepiej byłoby znaleźć nazwę polską, ale skoro nie może się ona urodzić, poprzestańmy na nazwie obcej, ale wziętej z ojczyzny karabina maszynowego, a więc z Francji. Pomijając fakt, że będzie to znacznie logiczniejsze, niż tłumaczenie nazwy niemieckiej i że nie będzie to obrażało naszej dumy narodowej, ułatwi znacznie sytuację, gdyż zamiast dwuwyrazowego karabinu maszynowego użyjemy określenia jednowyrazowego; mitraljezą.

Od tego wyrazu łatwiej będzie utworzyć określenia pochodne ― ręczna mitraljeza, czy lekka mitraljeza ― dwuwyrazowe, zamiast trzywyrazowych: ręcznych i lekkich karabinów maszynowych, a zwłaszcza nazywać kompanję k. m.― kompanją mitraljerów. Skoro przyjęliśmy tyralierów, fizyljerów i grenadjerów, nic chyba nie stoi na przeszkodzie, aby przyjąć i mitraljerów. Przyjęcie tego terminu pozwoli umknąć przykrych dla ucha skrótów, używanych dziś nietylko w piśmie, ale i w mowie żywej: r. k. m., l. k. m., c. k. m., k. k. m.

Rzucam tę myśl w nadziei, że wywoła może pożyteczną dyskusję, która jeśli nie przyniesie odpowiedniego terminu polskiego, to może przyczyni się do przyjęcia terminu obcego, ale zgodnego z pozostałą terminologją polską, zgodnego z duchem języka, uwzględnionego dziś we wszystkich słownikach wyrazów obcych, który ułatwi usunięcie brzydkich skrótów.

Zachowano pisownię oryginału.

A może… samopały?

W pierwszych latach funkcjonowania odrodzonego Wojska Polskiego jednym z problemów przed którym stanęli praktycy, teoretycy a nawet językoznawcy była standaryzacja słownictwa specjalistycznego. Dyskusja przewinęła się także na łamach pism wojskowych (np. Bellona czy Saper i Inżynier Wojskowy). Swoje przemyślenia z dziedziny słownictwa i języka wojskowego, przedstawił w Bellonie (1921 r., s. 820-821) płk. Szt. Gen. Marian Kukiel (wówczas szef Oddziału III Sztabu Generalnego WP, późniejszy szef Biura Historycznego SG).

Karabiny maszynowe czy samopały?

W lipcowym zeszycie „Bellony” ppłk. Kwaciszewski zastanawiał się nad wyborem nazwy dla najpotężniejszej z broni samoczynnych małokalibrowych. Słusznie odrzucił sprzeczny z duchem języka, z rosyjskiego zapożyczony „kulomiot”. Słusznie odrzucił nieścisłą nazwę „kartaczownicy”, którą trudno oznaczać broń, nie strzelającą kartaczami. Natomiast, aczkolwiek przyznał, że nazwa „karabin maszynowy” jest „żywcem tłumaczoną”, „niesprawną”, dużą przecież okazał dla niej pobłażliwość; wolał ją nawet od nazwy „karabin samoczynny”, uważając wyraz „maszynowy” za prostsze i zrozumialsze określenie cechy rodzajowej karabinu.

Zdaje mi się, że w wywodach ppłka Kwaciszewskiego odegrało pewną rolę uczucie, zresztą bardzo chlubne: umiłowanie nazwy, którą jego broń ulubiona miała w czasie, gdy skutecznie używał jej w polu.

Podpisany miał okazję cieszyć się robotą nietylko „karabinów maszynowych”, lecz także „mitraljez” i „kartaczownic”. Uważa się przeto za mniej stronnego i sądzi, że nazwa „karabin maszynowy” jest nietylko „żywcem przetłumaczoną”, „niesprawną”, lecz także niezbyt ścisłą. Czyż bowiem, biorąc ściśle, karabin powtarzalny nie jest maszynowym, t.j. maszyną o budowie dowcipnej podobno i złożonej? A jeśli mówi się już „broń samoczynna”, czy nie byłoby konsekwentnie mówić o „karabinie samoczynnym”?

Pojęcie „maszynowości” i „samoczynności” jest oczywiście względnem i zmiennem. Istniało ono oddawna u nas, choć odnosiło się do narzędzi śmierci nieco mniej udoskonalonych, złożonych i sprawnych. Pojęcie to odnajdujemy w prześlicznej, szczeropolskiej i staropolskiej nazwie „samopał”.

Ośmielam się przeto naszym miłośnikom i znawcom broni samoczynnej zadać nieśmiałe pytanie: czyby tak nie wskrzesić nazwy: „samopały”?

Wydaje mi się ona tradycyjną, z duchem języka zgodną, w archaiźmie swym wesołą i kochaną, zrozumiałą odrazu dla każdego rekruta, sprawną doskonale harmonizującą z ogólniejszą nazwą „broni samoczynnej” i w równym stopniu ścisłą.

Nieporozumieniem podobno nie będzie, gdyż nie zachodzi obawa pomieszania samopału Hotchkissa ze staroświecką strzelbą, która do tej nazwy miała kiedyś pretensje.

Zamiast trzech niezbędnych wyrazów na określenie poszczególnych typów, mamy w takim razie dwa: „samopał ciężki”, „samopał lekki”, „samopał ręczny”. Uniknie się pomieszania „karabinu ręcznego” (maszynowego), z karabinem ręcznym (powtarzalnym). Jednostki nazywać się będzie krótko: „kompanja samopałów”, zamiast „kompanja karabinów maszynowych”.

W tym duchu wskrzesili Francuzi dla piechurów, zbrojnych w ręczne samopały, nazwę fizyljerów; czemże bowiem był ongi fizyljer? Piechurem, uzbrojonym w precyzyjną, szybkostrzelną, morderczą broń skałkową, czyli w staropolski… samopał.

Zachowano pisownię oryginału.

Odznaczenia generałów i oficerów Wojsk Norweskich za zasługi w walkach o Narvik w 1941 r.

M.P.1947.27.187 | Akt indywidualny
Wersja od: 26 lutego 1947 r.
UCHWAŁA PREZYDIUM KRAJOWEJ RADY NARODOWEJ
z dnia 16 lipca 1946 r.
Uchwałą Prezydium Krajowej Rady Narodowej powziętą na posiedzeniu w dniu 16 lipca 1946 r. – na wniosek Ministra Obrony Narodowej, za zasługi w walkach o Narvik w 1941 r. zostali odznaczeni następujący generałowie i oficerowie Wojsk Norweskich:

ORDEREM „VIRTUTI MILITARI” – III klasy
1. Lieutenant-General Otto Ruge, 2. Major-General Halvor Hansson, 3. Major-General Aroc Dagfin Dahl, 4. Rear-Admiral Briseld.

ORDEREM „VIRTUTI MILITARI” – IV klasy
1. Colonel Ornulf Dahl, 2. Colonel Hans Finne, 3. Lieutenant Colonel Harald Wrede Holm, 4. Lieutenant Colonel Halfdan Olaf Haneborg Hansen, 5. Capitaine de Voisseau Ole Siem.

KRZYŻEM WALECZNYCH
1. Capitaine Harald Löken.

Dowódcy 4 Dywizji Piechoty (niemieckiej)

Generalmajor/Generalleutnant Günther von Pannewitz (* 6.12.1857, Nysa; † 23.09.1936, Fryburg Bryzgowijski)

…powierzono mu kierownictwo 4. Dywizji Piechoty i jednocześnie awans na generała porucznika, mianowany dowódcą 22 kwietnia 1912 r.
…na początku listopada 1914 r. został wyznaczony na dowódcę XVII Korpusu Armijnego (na froncie wschodnim).

Generalmajor/Generalleutnant Erich Lebrecht Freyer (* 5.11.1855, Randau Magdeburg; † 11.12.1935, Drezno)

…2 listopada 1914 r. mianowany dowódcą 4. Dywizji Piechoty. Kilka dni później we Flandrii wzięła udział w walkach o Ypres od 6-22.11.1914 r.
…został zwolniony ze swojego stanowiska 25 października 1918 r.

linki

Acta Poligraphica
http://www.cobrpp.com.pl/actapoligraphica/index.php?page=archiwum

O kroju Brygada:
http://www.cobrpp.com.pl/actapoligraphica/uploads/pdf/AP2018_01_Tomaszewski.pdf

GFijas poleca:
https://gfijas.pl/polecam/

Parafie wojskowe na terenie diecezji łuckiej

Dubno, EP. S. Joannis Cantii C.
ks. Czach Józef
1923
ks. Motyka Jan
1924,
ks. Szadbej Tadeusz (ur. 1886, św. 1912 diec. kamieniecka)
1927, 1928
ks. Wiśniewski Longin (ur. 1893, św. 1920 diec. płocka)
1929, 1930, 1931, 1932, 1933, 1934, —-, 1936, 1937, 1938

Kowel, EP. S. Adalberti EM
ks. Żyżniewski Antoni (ur. 1878, św. 1903) C.H.L.
1923
ks. Koppel Wilhelm (ur. 1887, św. 1906 diec. Monte-Fiascone, Włochy)
1924, —-, —-, 1927, 1928, 1929, 1930,
ks. Zawadzki Michał (ur. 1900, św. 1924 diec podlaska)
1931, 1932, 1933, 1934, —-
ks. Malawski Władysław (ur. 1889, św. 1914 diec. mohylewska)
—-, 1936, 1937, 1938

Krzemieniec, EP. (in Biała Krunica) S. Stanislai Kostka C.
1923 – vacat
ks. Lewicki Marian II (ur. 1888, św. 1913)
1924, —-, —-, 1927, 1928
ks. Żyżniewski Antoni (ur. 1878, św. 1903) C.H.L.
1929, 1930
ks. Halama Alojzy (ur. 1894, św. 1923)
1931
f.m. Pszonka Stanisław (ur. 1903, św. 1926)
1932
ks. Słaby Józef (ur. 1896, św. 1924 diec. przemyska)
1933, 1934, —-, 1936, 1937, 1938

Łuck, EP. B. Mariae V. Reginae Poloniae
1923 – vacat
ks. Fojt Karol
1924,
ks. Kwiatkowski Walerian (ur. 1893, św. 1915) q.s.
1927, 1928, 1929
ks. Szadbej Tadeusz (ur. 1886, św. 1912 diec. kamieniecka)
1930
f.m. Szyszkiewicz Tymoteusz (ur. 1905, św. 1930)
1931
ks. Święcicki Walerian (ur. 1902, św. 1927)
1932, 1933, 1934, —-, 1936, 1937, 1938

Równe,
Par. S. Joseph, Sp. B. M. V., locum EP tenet capel. in aedibus milit.
EP. Ss. App. Petri et pauli mur. 1931-32, cons. 1934
ks. Żak Władysław
1923
ks. Szacki Jerzy (ur. 1884, św. 1910 diec pińska)
1924, —-, —-, 1927, 1928
ks. Butrymowicz Rajmund (ur. 1896, św. 1918 archidiec. wileńska)
1929, 1930, 1931, 1932, 1933, 1934, —-, 1936, 1937, 1938

Włodzimierz, EP. S. Josaphat EM.
ks. Michułka Jan (ur. 1892, św. 1917 archidiec. lwowska)
1923, 1924, —-, —-, 1927, 1928, 1929, 1930, 1931, 1932, 1933, 1934, —-
ks. Sawicki Marian (ur. 1897, św. 1924 diec. częstochowska)
—-, 1936, 1937, 1938

Kapelani wojskowi z diecezji łuckiej:
ks. Cieśliński Stanisław (ur. 1888, św. 1912)
ks. Gogoliński Aleksander (ur. 1902, św. 1924)
ks. Kalinowski Wacław (ur. 1881, św. 1906) Dr. Phil., kanonik honorowy kapituły ołyckiej
ks. Kwiatkowski Walerian (ur. 1893, św. 1915)
ks. Niewiarowski Antoni
ks. Lewicki Marian (ur. 1888, św. 1913)
ks. Sankowski Wacław (ur. 1889, św. 1914) S.T.M., kanonik honorowy kapituły ołyckiej
ks. Skalski Franciszek (ur. 1902, św. 1926) S.T.M., Dr. Sc. Soc. (w Grudziądzu)
ks. Szadbej Tadeusz
ks. Święcicki Walerian (ur. 1902, św. 1927) (w Łucku)
ks. Truss Cyriak (ur. 1890, św. 1915)
ks. Zajkowski Stefan (ur. 1901, św. 1926) (w Krakowie)
ks. Żmikowski Ludwik (ur. 1901, św. 1926)

Źródło:
Rocznik Oficerski 1923-1924
Schematyzm Diecezji Łuckiej 1927-1934, 1936-1938

Spółdzielnia 2 baonu 43 pp w Kowlu

Do Rejestru Spółdzielni Sądu Okręgowego w Łucku w dniu 28 października 1922 roku wpisano następującą firmę pod Nr. 35
Spółdzielnia 2 baonu 43 pułku piechoty w m. Kowlu. Siedziba m. Kowel Wojew. Wołyńskiego. Za zobowiązania spółdzielni członkowie odpowiadają zadeklarowanymi udziałami. Spółdzielnia zawiązuje się w celu wszechstronnego zaspakajania wspólnemi siłami materjalnych i kulturalnych potrzeb swoich członków. Dla osiągnięcia w paragrafie poprzednim określonego celu spółdzielnia będzie organizować i prowadzić wszelkiego rodzaju zakłady handlowe, wvtwórcze, w szczególności zaś: a) kupować hurtowo, przerabiać i wytwarzać artykuły spożycia, przedmioty użytku żołnierskiego i domowego i odsprzedawać je detalicznie swoim członkom, b) wspierać czytelnie, blbljoteki, świetlice itp. instytucje oświatowo-kulturalne, c) dzierżawić i nabywać nieruchomości niezbędne dla spółdzielni. Sprzedaż towarów odbywa się wyłącznie za gotówkę i tylko członkom. Udział wynosi trzysta marek, w czem obowiązkowy wniosek płatny przy zapisaniu się do spółdzielni wynosi sto marek, płatnych w trzech ratach miesięcznych. Do Zarządu są wybrani: Maś Jan, Zając Karol i Jaszczukowski Leon, a na zastępców Ujwary Stefan i Glinka Tomasz. Czas trwania spółdzielni — nieograniczony. Pismem przeznaczonem do ogłoszeń jest „Polska Zbrojna”. Rok obrachunkowy liczy się od 1 lipca jednego roku do 1 lipca drugiego roku. Zarząd składa się z 3 członków i 2 zastępców. Do Zarządu należy: a) zakup, przecho- wywani& i sprzedaż towarów, b) organizowanie i prowadzenie sklepów, c) odbiór, przechowywanie i wydawanie gotówki, d) wystawianie i przyjmowanie weksli i innych zobowiązań terminowych, e) wydawanie pełnomocnictw pracownikom spółdzielni, f) prowadzenie rachunkowości, układanie sprawozdania rocznego, bilansu, budżetu i planu działania, oraz wykonywanie wszelkich czynności, związanych z prezentacją spółdzielni wobec wszelkich władz i osób trzecich. Do zakresu działania Rady Nadzorczej należy: a) nadzór nad prawidłowym biegiem spraw spółdzielni i zarządzenia rewizji kas, książek i wogóle wszelkich aktów tyczących się spraw spółdzielni, b) przedwstępne rozpatrzenie wszystkich spraw podległych decyzji Walnego Zgromadzenia członków oraz nadzór nad ścisłem wykonaniem statutu spółdzielni i postanowień Walnego Zgromadzenia przez Zarząd. W razie rozwiązania spółdzielni Walne Zgromadzenie poleca przeprowadzenie likwidacji ostatniemu Zarządowi, lub trzem wybranym likwidatorom i określa sposób likwidacji.

Polska Zbrojna ; pismo codzienne R.2 , nr 299 (3 listopada 1922), s. 8

SPROSTOWANIE
W ogłoszeniu Sądu Okręgowego w Łucku, w Nr. 299 Polski Zbrojnej „zamiast Spółdzielnia 2 baonu 43 pułku piechoty w m. Kowlu”, winno być: „Spółdzielnia 2 baonu 43 pułku Strzelców Kresowych w m. Kowlu z odpowiedzialnością udziałami”.

Polska Zbrojna ; pismo codzienne R.2 , nr 318 (22 listopada 1922), s. 8